Ujawnienie przez magazyn „Trailer” masowych naruszeń czasu pracy w szwedzkiej firmie posiadającej certyfikat Fair Transport wywołało w Skandynawii dyskusję na temat rzeczywistej wartości rynkowych znaków jakości. Zderzenie wizerunkowych deklaracji z twardymi danymi z kontroli państwowej obnaża luki w systemach weryfikacji i przypomina załadowcom o konieczności stałego, własnego monitorowania podwykonawców w sektorze TSL.
1. Uderzenie w wizerunek odpowiedzialnego przewoźnika
Szwedzka agencja Transportstyrelsen przeprowadziła szczegółową analizę danych z tachografów certyfikowanego przewoźnika. Wykryto łącznie aż 369 naruszeń przepisów socjalnych, co skutkowało nałożeniem dotkliwej kary finansowej w wysokości 593 tys. koron szwedzkich (równowartość ok. 236 tys. zł).
Państwowi kontrolerzy udowodnili m.in. 62 przypadki jazdy powyżej 4,5 godziny bez przerw, 48 przypadków skrócenia dobowego odpoczynku, 35 zbyt krótkich odpoczynków tygodniowych oraz dziesiątki błędów w obsłudze kart kierowców (w tym braki wpisów kraju). Z uwagi na recydywę i absolutny brak wewnętrznego nadzoru w firmie, organ kategorycznie odrzucił możliwość zastosowania jedynie ostrzeżenia.
2. Fair Transport: Między założeniami a logistyczną praktyką
Program Fair Transport powstał jako oficjalna odpowiedź na dumping socjalny i nieuczciwą konkurencję we flocie ciężkiej. Miał on wysyłać załadowcom jasny sygnał: certyfikowany przewoźnik nie buduje przewagi cenowej kosztem naginania prawa, dba o bezpieczeństwo kierowców i środowisko.
Najnowszy incydent obnaża mechanizm działania samego certyfikatu. Fair Transport poświadcza, że firma posiada wdrożone procedury papierowe i rozwiązania organizacyjne (weryfikowane zewnętrznym audytem raz na trzy lata). Nie jest to jednak zintegrowany system ciągłego monitoringu operacji – organizacja nie ma wglądu w tachografy podczas bieżących tras. Podobne wpadki certyfikowanych flot w przeszłości (Tommy Nordbergh Åkeri w 2022 r. czy wykluczona z programu spółka Eriksson Greenroad) potwierdzają to strukturalne ograniczenie.
3. Odpowiedzialność załadowców i polityka audytu compliance
Autorzy opracowania zwracają uwagę, że choć 369 naruszeń brzmi fatalnie, nie każde z nich musi być świadomym oszustwem (część to drobne uchybienia formalne). Sumarycznie ujawniają one jednak katastrofalne braki w zarządzaniu operacyjnym przewoźnika, co kłóci się z wymogami każdego branżowego certyfikatu.
Otwarcie przyznają to również twórcy programu Fair Transport. Znak jakości stanowi doskonałe narzędzie do wstępnej weryfikacji i odrzucania firm wysokiego ryzyka. Mimo to załadowcy nie mogą traktować go jako immunitetu zwalniającego z odpowiedzialności. Zleceniodawcy mają obowiązek samodzielnie żądać od podwykonawców wyciągów z ewidencji czasu pracy, prowadzić okresowe kontrole wyrywkowe oraz na bieżąco monitorować sposób realizacji zleceń, aby zabezpieczyć integralność swojego własnego łańcucha dostaw.